4 maja 2013

natłok

Wariuję, wiem. Plotę głupoty, tak. Wszystko to prawda i nie wiem co się ze mną działo, co się ze mną wciąż poczyna. Wyobraźnia wodzi mnie za sobą wysoko ponad ziemską rzeczywistość. Oszaleję. Trudno mi się czasem skupić, patrzę, a nie widzę, bo mnie nie ma. Po prostu odlatuję. Szkoda, że właśnie teraz, bo konieczna jest dla mnie koncentracja.

Czekam z niecierpliwością na 23 maja. Koniec nauki, koniec. Teoretycznie mam wakacje, ale jakoś trudno w to uwierzyć. Czuję się jak gdybym miała trochę wolnego i wykorzystywała ten czas, by nauczyć się na sprawdzian. Jakby to dalej był rok szkolny. Niestety sprawdzian ten jest niesamowicie ważny. Boje się koszmarnie i czuję, że nic nie umiem. A przecież to tak ważne! Boje się, boje się, boje się!

Czekam. To dziwne, ale nie dlatego, że mam dość nauki. Wręcz wcale mi nie przeszkadza, nie znudziła mi się i wciąż mam na nią siły. Można sobie uświadomić, że problemem młodego obywatela nie jest samo zdobywanie wiedzy tylko ta głupia instytucja, którą jest szkoła. Czekam, czekam na czas, w którym będę mogła nareszcie w pełni ponieść się wyobraźni, zmęczeniu i radości z wakacji!

Mam po cichu nadzieję, że moja wyobraźnia w końcu ożyła. Nie chcę jednak wyciągać pochopnych wniosków i robić sobie nadziei. Od lat czekam na przypływ jakiegoś natchnienia - bez powodzenia. Potrzebuję poczuć się w czymś dobrą. Potrzebuję spełnienia, którego nie dostrzegam od siebie od bardzo dawna. Potrzebuję zajęcia innego niż te powodujące stres (jakim jest nauka oczywiście). Pragnę wolności, która znów zaczęła mnie pociągać.

W tym miesiącem żyje strachem i nieustannym pokonywaniem przypływów nadmiaru myśli.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz