1 maja 2013

???

Literatura źle na mnie wpływa. Przygotowując się do matury poprzez wielogodzinne czytanie i analizy, zaczynam zbytnio zagłębiać się w ich sens. Dostrzegam w bohaterach, postawach, ideach znacznie więcej niż wcześniej. Zmienia się moja koncepcja siebie, gdyż czasem zdaje mi się, że widzę podobieństwa do mnie. Obłąkanie, skomplikowane życie wewnętrzne, ból, samotność i wiele innych bardziej pokręconych i głębszych rzeczy. Czasami rodzi się we mnie chęć odnalezienia w sobie siły twórczej i wielkiej improwizacji. Nieśmiało dopatruję w sobie nowoczesnego odbicia wielkich bohaterów literatury. Boję się przy tym oskarżeń o zadufanie w sobie. Nie tyle innych - raczej Boga i swoich. Problem jest taki, że nie potrafię tworzyć. Nie wiem czy w ogóle jeszcze coś potrafię. Wypaliłam się dawno temu, mimo, że nikim nie zdążyłam się stać.

Możliwe, że się okłamuję. Oszukiwanie samego siebie jest bzdurą. I nie wiem czy mogłabym się tego dopuścić. Myślałam nad tym. Nawet jeśli się przyznałam, że trochę zakrzywiam swoje światopoglądy, nie do końca w to wierzę. Nie potrafię już nawet stwierdzić, czy moje zdanie jest prawdziwe czy zakłamane. Po prostu nie wiem. Czy jestem romantyczką? Przyrzekałam, że nie. Ale może nie chciałam nią być. Powiedzmy, że nie chciałam. Bo myślę o romantycznych scenariuszach. Romantyczność mnie porusza, zwłaszcza taka szaleńcza. Ale nie potrafię wyobrazić jej sobie w moim realnym życiu. Widzę ją w wybujałych marzeniach. Ale, o tak, jest dla mnie głupia i nie wzbudza chęci poznania. Nie wiem już czy jestem romantyczką. Raczej realistką. Może to budzi moje uprzedzenie przed wymarzoną romantycznością w realnym życiu. Może lubię ją jako towarzyszkę wyobraźni.

Jeżeli okłamuję siebie, to muszę mieć jakieś powody. Jeśli powody - to bycie bardziej interesującą, fajniejszą jak by to można ująć. Nie ujawniam aż tak skrytych poglądów (zakłamanych), więc nie wydaję się fajniejszą. A skoro nie, to dlaczego siebie okłamuję? Mam być fajniejsza jedynie dla siebie? Dla mojej wyobraźni, która może w ten sposób kreować mój fajniejszy obraz? Tak, to oznacza, że żyje w świecie fantazji. Że tam siebie kreuję. Tylko dlaczego nie mogę przelać tego do rzeczywistości!?

Mniejsza o to.


Przyznaję - chciałam zmian. Planowałam przemianę siebie, zarówno zewnętrzną jak i wewnętrzną. To wciąż jest moim przewodnim celem, ale...No właśnie - ale?
Rozmyślam nad sobą. O tym jaka jestem dziwna, jak wpasowuję się w typowy (aż nadto) szkielet artysty romantycznego - i nie wiem co ze sobą zrobić. Czy spróbować się zmienić? Czy może...Po raz pierwszy po mojej głowie przebrnęły myśli, o tym aby wprost przeciwnie brnąć w swojej chaotycznej i niepojętej psychice. Może czas w końcu zerwać z próbowaniem (i tak słabo wychodzącym) zawiązywania jakiejkolwiek więzi społecznej? Jakiejkolwek więzi s p o ł e c z n e j! Może rozstać się ze społeczeństwem i pogrążyć się już beznamiętnie w wyobraźni, samotności, romantyczności, świecie niesamowicie pieknej jak z powieści natury? Chodzić po świecie, rozkoszować się wiatrem, słońcem, muzyką, światem filmu i mistyki? Spacerować po mieście, milczeć, obserwować ludzi, słuchać rozmów? Grać rolę fantastycznej kobiety, artystki, zachwyconej ulotnością i tym co nienamacalne! Jak z najpiękniejszych piosenek, obrazujących przecież tak niesamowity, wyimaginowany świat!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz