Ten blog istnieje już kawał czasu po to, aby udowodnić, że cuda się zdarzają i marzenia się spełniają. Wytrwałam tyle, by moc to napisać. Jednak dziś mocno w to wątpię. Chciałabym napisać, że tak wcale nie jest... Nie mogę jednak tego zrobić, być może tylko mi się nie udało.
Nic nie wyszło. Ludzie z uniwersytetu nie chcą ludzi takich jak ja - bez szkoły muzycznej, bez doświadczenia. Nie chcą mnie. Czuje się jak zmieszana z błotem, jak zrównana z ziemią i z wszystkimi głupcami. Czuje się jak największa idiotka świata!
Całe życie się starałam i czekałam na właśnie ten dzień. 19 lat pracy. Od lat przedszkolnych przez resztę szkół i wreszcie liceum - zawsze najlepsza, wśród najlepszych. Harowałam jak wół. Tyle lat nauki, tyle lat! Ja tak bardzo się starałam.
Słowo studia brzmiało w moich uszach nieprzerwanie od dzieciństwa. Żałuję, tak bardzo żałuję. Tyle straconych godzin, tak wiele czasu. Bo przecież nauka była najważniejsza.
A kiedy nadszedł najważniejszy moment...
Jestem słaba. Wątły ze mnie człowiek - jak nie człowiek. Nie wiem jak zniosę to, że nie spełniłam się na żadnym szczeblu życiowym. Uciekałam przed tym całe życie. To wszystko było po to. Może dlatego to przytrafia się własnie mnie. Co to za życie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz