Chyba dopadł mnie kryzys wiary. Może nie do końca, bo wierzę...ale nie czuję. Nie mogę poczuć Boga. To nie stało się teraz, kiedy nic się nie układa. Zauważyłam to już jakiś czas temu. Kilka miesięcy? Rok? Nie pamiętam dokładnie. Ale wyraźnie poczułam, że mój kontakt z Bogiem się urwał. Czasami tylko jakby na chwilę zwrócił na mnie uwagę, na chwileczkę. I znów cisza. Żadnego przekazu, głucho.
Czuję się taka bezsilna. Nie dość, że samotna w życiu, to jeszcze w duchu. Nie wiem co zrobiłam źle. Próbowałam to odgadnąć, ale nie wiem. Oczywiście nie mam na myśli, że wszystko robiłam dobrze. Ale co mogło spowodować to milczenie? Na prawdę nie wiem. Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Nie wiem!
W ogóle nie powinnam tego pisać. Chyba ostatnio sporo nabluźniłam. Wiem, że to była zła droga, ale kiedy ja na prawdę czuję się tak źle! Stoję przed pytaniem: co teraz, co zrobić ze swoim życiem? I pozostałam z tym wyborem sama. I nie mam odpowiedzi, nie umiem wybrać, nie potrafię! Bluźnię - też nic! Nic, nic, nic.
Nie wiem! Nic! Nie wiem! Nic!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz