Teraz coś o mnie. A najpierw o mojej przeszłości. Bloga nierealistyczna.blog.onet.pl stworzyłam 27 stycznia 2010 roku. Wspominałam wiele razy, że było to wynikiem jak dotąd największego kryzysu w moim życiu. Depresja, anagnoris, rozbudzenie nierealnych marzeń, pathos. O ile się nie mylę utworzyłam go podczas drugiej fali tego cierpienia.
Pierwsza była - jak teraz to widzę - wynikiem głupoty, pomyłki umysłu, zbłądzenia, szukania siebie po raz pierwszy. Teraz nie mogę uwierzyć, dlaczego myślałam jak wtedy, dlaczego tak pragnęłam, dlaczego tak to przeżyłam. To było coś, na czym mi nie zależy, co do mnie nie należy i nie wiem, jak mogłam kiedyś zainteresować się czymś takim. Po prostu: głupota i nonsens. Nie żałuję jednak tego. Okazało się to świetnym przygotowaniem do drugiej, tej "prawdziwej" fali.
Tu nastąpiło wspomniane wcześniej głębokie rozpoznanie. Zdałam sobie sprawę, na czym tak na prawdę mi zależało, zależy i będzie zależeć na zawsze. A co było najgorsze, zapomniałam o tym kiedyś i straciłam swoje szanse. I stało się to nierealne. Moje wszystkie marzenia! To, czego pragnę najbardziej na świecie.(Słyszę teraz Hollywood Hills <3 w radiu - i czuję się świetnie, bo Sunrise Avenue sprawia, że marzę właśnie tak odległe sny i daje mi w nie wiarę.) Nie płakałam już tak. Nie musiałam znosić już tak ciężkiego bólu, chociaż to było najważniejsze. Miałam już siłę, a co więcej zyskałam też wiarę w Boga i ogromną Nadzieję. Tak miało być. Od tamtego czasu do dziś, zmagam się z przerażonymi myślami. Wydaję mi się, że to trwa już tak długo, jakby całe moje życie. Dni załamania dotykają mnie co jakiś czas. Lecz głęboko wierzę w cuda. Moja Nadzieja nie pozwala mi przestać marzyć i wierzyć w cud.
Nie wiem co mogę o sobie powiedzieć. Nikt nie wie jaka jestem. Nie wiedzą tego obcy, ani najbliżsi. Ja sama mogę niewiele o sobie wiedzieć. Nieustannie potrzebuję zmian - zmian siebie, otoczenia i otaczających mnie ludzi. Nie przywiązuję się do niczego, ani do nikogo. Co więcej, nie lubię ludzi. Może to dlatego, że nie spotkałam jeszcze nikogo ważnego dla mnie. Jestem osobą zamkniętą - źle mi z tym i cierpię na samotność. Jednocześnie nie umiem wytworzyć jakiejkolwiek więzi, boję się, nie mam ochoty, nie chcę, dobrze mi jest jak jestem sama, w ciszy. Nie ufam nikomu. Sławię Wolność.
Jestem marzycielką, jednocześnie obiektywistką i można powiedzieć, że wyznaję biologizm. Nie znoszę osób (a raczej ich zdania) nieobiektywnych. Patrzę na realny świat rozumem, empatią i przemyśleniami. Słucham, analizuję, stwierdzam fakty. Na własny zaś świat, moją przyszłość, patrzę pod pryzmatem marzeń. Zawsze mam rację. Bo stwierdzam coś wtedy, gdy ją mam. Jeśli nie mam pojęcia jaka jest prawda - nie mówię. Jeśli nie jestem pewna - zaznaczam to. Jeśli wyrażam własne, subiektywne zdanie - podkreślam to. Jeśli się mylę - przyznaję się do błędu - nie mam z tym problemu. Logiczne jest więc to, że ciężko jest mi coś udowodnić, jeśli się z tym nie zgadzam. Ale nie jestem uparta, można mi zdradzić własne zdanie. Wszystko potrafię zrozumieć. Szanuję każde zdanie i nie przekonuję na siłę do swojego.
Można mi zaufać. Tajemnica to dla mnie rzecz święta. Każdy pewnie tak pomyśli o sobie, ale prawda bywa różna. Szanuję prywatność i nie trzeba mi mówić, kiedy mam milczeć, kiedy zachować coś dla siebie. Sama nie ufam ludziom (ludziom nie można ufać, ale to temat na cały post), więc sama chcę być osobą godną zaufania, zawsze. Bywam niemiła, ale nie bezpośrednio. Nie umiem być dla kogoś złą twarzą w twarz. Jestem najbardziej niekonfliktową osobą jaką znam! Nie cierpię uczucia, kiedy ktoś jest na mnie zły, czy mnie po prostu nie lubi. Żyję z ludźmi w stosunkach koleżeńskich, spokojnych, obojętnych. Uważam na to, co mówię. Patrzę, chłonę, dostosowuję się.
Nie jestem zwykła. Może i nawet nienormalna. Myślę sobie nawet, że uchodzę za dziwaczkę. Może nie dla wszystkich i nie zawsze, ale mam świadomość tego, że tak może być. I nie obraziłabym się nawet, gdyby ktoś mi to wyznał. Nie jestem zwykła. Większość ludzi nie przeżywia świata w taki sposób jak ja. Nie wiem nawet jak go opisać. Wiem tylko, że to niemożliwe. Nie jestem zwykła. Czuję to, widzę to, wiem to. Ale to nie jest pozytywna rzecz. Raczej zadająca ból. Chciałabym być przeciętna, mieć mniejsze ambicje, nie mieć tak odległych marzeń i wielkich pasji. Można by powiedzieć, że chciałabym mieć inny mózg. A może umysł, może duszę. Trzymam w sobie silną wiarę, która każe mi wierzyć, że wszystko ma cel.
Mam wiele wierzeń. Mam wiele pasji...lub miałam. Zawsze interesowała mnie strona niematerialna: sprawy umysłu, podświadomości, empatii, medytacji, czucia, wyobraźni i ogólnie rzeczy biorąc psychometrii. Można by pomyśleć, że nie ma w tym za grosz biologizmu. Pewnie nie wyznaję go w czystej, pierwotnej postaci. Ale to co dotyczy człowieka - również ta duchowo-umysłowa strona - jest nim dla mnie. Moc umysłu jest ogromna. Trzeba pamiętać, że bierze w niej udział biologiczny mózg, a także Bóg. I to On jest jedyną właśnie rzeczą, która odbiega od wszystkiego.
Długo by jeszcze pisać. Nie ma sensu opisywać wszystkich cech, którym pewnie po zastanowieniu znalazłabym więcej. Wymienić też ich nie potrafię, bo nie ma cech czarnych czy białych. A wyjaśniać - jak wspominałam - wszystkiego nie będę.
Moja filozofia:
- W moim życiu nie ma przypadków.
- Wszystko jest możliwe.
- Cuda się zdarzają, marzenia się spełniają.
- Są rzeczy, których człowiek nie może sobie wyobrazić.
- Nic nie trwa wiecznie.
- Przeznaczenia nie ma (jedynie powołanie).
- Lepsza najgorsza prawda, od kłamstwa.
(i wiele innych, które jak sobie przypomnę to uzupełnię)
- rock
- kopytka
- glany
- głos Lauriego
- Lipton Green Tea
Cała jestem osobą sprzeczną. Jestem niedefiniowalna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz