Koleżanka zadzwoniła na telefon i dowiedziałam się, że klasa wymyśliła mi parę 'ciekawych' propozycji, jeśli można tak to określić. Jeśli myślą, że wkręcą mnie na studniówkę, poprzez danie mi roli, to się mylą. Tak, nie idę na studniówkę. A przynajmniej mam taką nadzieję, bo jak zaczną mnie naciskać, to...Boje się, że się zdecyduję aby nie wyjść na osobę, za którą mogą mnie uważać.
Ta impreza po prostu mnie nie jara. Żadna impreza mnie nie jara. Nie jestem typem osoby, która na nie chodzi. I mam swoje powody. Po pierwsze, w klubach puszczają muzykę, której nie lubię (dance, pop, elektryczna, klubowa - wszystko, co jest stworzone na imprezy i wszystko czego nie znoszę!), przy której nie mogę się bawić i czuję się źle. Jeden jedyny raz w życiu poszłam do klubu. I to było coś okropnego! Obiecałam sobie, że nigdy więcej! Po drugie, nienawidzę tańczyć. Nie widzę kompletnie nic ciekawego, w głupim, bezmyślnym tańczeniu niemal w miejscu, gibaniu się, trzymaniu rąk w górze, stąpaniu, poruszaniu jedynie rękoma, czy nawet jak ktoś lubi - tyłkiem, przez kilka godzin! Przecież to jest coś najgłupszego na świecie! Jak można dwie godziny tańczyć w ten sposób!? A ludzie to lubią i to jak! Tańce klasyczne - to rozumiem! Ale takie coś...
Powracam do mojego zdania o studniówce. Rewia mody, tańce, jedzenie, picie. Nie mam ochoty patrzeć jak inni tańczą (z pewnością bym tego nie robiła), jedzą, czy piją i starają się wyglądać jak najlepiej. Istny koszmar. Nie lubię takich imprez. Chyba każdy przyzna, że lepiej nie iść na studniówkę, niż wspominać do końca życia, że się źle bawiło (a bawiłabym się źle, z wiadomych powodów). Poza tym, nie przepadam za ludźmi z mojej klasy, nie mam z kim iść, nie mam w ogóle nikogo w tej cholernej szkole, z kim mogłabym się przyjaźnić. Jestem skazana na niepójście na to coś.
Wyobrażam sobie, jak dziewczyny, które mówią: Ha ha ha. Pewnie przyjdą w sprężynkach na głowie i kwiatami na włosach; same tak wyglądają, a osoby, które nie pojawiły się w sprężynkach śmieją się z nich po cichu, a te się jeszcze tłumaczą, że im tak mama doradziła, albo fryzjerka. A te najbardziej otwarte i śmiałe, przychodzą w sukniach do ziemi, niczym "księżniczki" tylko na wejście smoka, a później zmieniają je na wygodniejsze. Wszystko to widzę. Bo nikt mi nie wmówi, że tak nie będzie, bo tak jest zawsze. I nie dziwi mnie to wcale, czy denerwuje - tylko nudzi. Bo rozumiem, że każdy chce wyglądać jak najlepiej, nie ma w tym nic dziwnego. Też bym chciała. Chciałabym wybierać sukienkę, myśleć o spięciu włosów, o kupnie butów. Czasami mam chęć się w to wszystko wmieszać. Ale nie warto dla przyjemności przygotowań (które czasem okazują się horrorem) iść na coś, co nie jest dla mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz