Czas jakoś leci. Nic ostatnio ciekawego się nie wydarzyło. No może jedynie impreza w małym gronie w ostatni weekend, na którym przesadziłam z alkoholem i do dziś mam jakiś problem z żołądkiem. Moja wina, głupia wina. Ale tak zawsze jakoś wychodzi. Muszę się doprowadzić do porządku, jakoś zorganizować sobie inaczej posiłki może. Inaczej zwariuję.
Jeżeli chodzi o mój nastrój - od początku roku, od kiedy napisałam ostatnio - utrzymuje się w całkiem dobrym stanie. Jestem z tego zadowolona. W dalszym ciągu nie myślę non stop o moich problemach i zahamowuje swoje fantazje. Zauważyłam, że przechodzą mi co niektóre natrętne marzenia (a może raczej pragnienia). Kładę się spać i po prostu zasypiam. To olbrzymia różnica, zważając na to, że wcześniej zamiast zapadać w sen - myślałam, myślałam, marzyłam...
Nadal mam w sobie lepszą energię, taką mniej pesymistyczną, mniej ospałą. Ale czy to rzeczywiście coś zmienia wokół mnie? Mnie na pewno. Ale moje otoczenie pozostało obojętne. Jednak nie przejmuje się tym na razie, bo już niedługo opuszczam to paskudne miejsce i tych jeszcze gorszych ludzi. Chociaż w każdym innym miejscu spotkam tak samo fałszywych, złych, zdolnych do wszystkiego, i którym nie da się ufać. Tacy są ludzie. Gatunek przeklęty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz