18 stycznia 2013

Zwyczaje i przekonania.

Nie jestem osobą rodzinną, nie lubię ludzi, jestem typem samotnika. To chyba wyjaśnia, że nie przywiązuję się do osób, miejsc, rzeczy. Nie jestem sentymentalna. Tradycje mnie nie przekonują. Nie lubię zwyczajów Bożego Narodzenia, Kolędy, Wielkanocy, ani jakichkolwiek innych, związanych ze wspólnym posiłkiem przy stole, okazywaniem sobie pseudo-miłości, wypowiadaniem życzeń, które i tak się nie spełniają czy po prostu bezsensownych, jak czerwone podwiązki na studniówce - na którą się nie wybieram z wiadomych względów, którymi blog ten jest przepełniony.
 
Dzięki niepohamowanym językom moich rodziców, prawdopodobnie już wszyscy będą wiedzieć, że nie wybieram się na bal maturzystów. Wystarczyło mi, że większość osób z mojej klasy utwierdzi się w zdaniu, że jestem dziwaczką i outsiderem. W rzeczy samej, dałam im tym mocny dowód.
Powodów jest wiele. Imprezowanie, balowanie czy tańczenie nie leżą w mojej naturze, bo najzwyczajniej mnie nie bawią. Nie trudno być samotnikiem, kiedy interesują cię inne rozrywki niż sto procent otaczających cię ludzi. Studniówka mnie nie jara. Przynajmniej pod wieloma względami, bo są też inne strony...
 
Tak, jest część mnie, która chciałaby iść na tę imprezę. Jednak nie w tym życiu. Jestem - mimo, że dziwaczką - jestem dziewczyną. Dziewczyną, która jak każda inna dziewczyna, ma ochotę na taką okazję, która pozwoli jej zaprezentować siebie z jak najlepszej strony. Bo studniówka to właśnie największa na to okazja! Dlatego tak przyciąga wszystkich. Miło tak porwać się w towarzyszący jej wir przygotowań. Szukać odpowiedniej sukienki, butów, torebki. Pójść do fryzjera, makijażystki, manikiurzysty. Poszłabym w innym życiu.
To noc, podczas której powinno się świetnie bawić, wśród miłych ludzi, wśród bliskich ci osób, z partnerem, który jest dla ciebie ważny. W moim przypadku żaden punkt nie w chodzi w grę. Sprawa jest jasna. Nie będę żałować, że nie byłam na studniówce (jak twierdzą). Będę żałować, że życie ułożyło się tak, że nie mogłam tam być.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz