Nie potrafię pogodzić się ze swoim życiem. Próbowałam. I ciągle nie mogę. To mnie zadręcza, wraca co jakiś czas, ostatnio nawet częściej.
Rodzice rozczarowują mnie na każdym kroku. Mam ich dość, nie od dziś. I to nie nastoletnie fochy. To trwa już lata. Może to dlatego, że nie mogę im zapomnieć, że nie zrobili kiedyś nic, co miało dla mnie prawdziwe znaczenie. Nie mogę zapomnieć! To jest główną przyczyną moich udręk, właśnie to do mnie wraca niemal co dzień!
Oni mnie nie znają. Nie rozumieją. Nie wiedzą o czym marzę, co ma dla mnie wartość. A może udają, że nie znają moich snów. Grają głupich. Jeszcze nigdy w życiu nie spełnili żadnego mojego pragnienia! Spełniali moje zachcianki, ale nie marzenia! Mam tyle, a jakbym nie miała nic. Ludzie biedni są szczęśliwsi ode mnie...Ani jednego marzenia.
Materialiści i egoiści! Mają pieniądze na remont pokoju, kupno nowych mebli, podłogi, łóżka, telewizora, samochodu i wszystkiego co ładnie wygląda i czym można się pochwalić. Lubią być lepsi. Nawet w takich drobnych rzeczach. Nigdy jednak nie mieli pieniędzy na wypoczynek, rozrywkę...i te cholerne marzenia!
Mam do nich tak ogromny żal! Tak bardzo potrzebuję, żeby ktoś to wiedział, poznał, pocieszył! Ktokolwiek. Czy oni na prawdę mogą być aż tak ślepi!? Niczego mi nie brakuje, a pytam się Boga dlaczego dał mi takich rodziców! To jest znacznie gorsze niż okropne. Taki żal! Taki żal! Który krzyczy we mnie z całych sił i nikt, kompletnie nikt tego nie słyszy! Tylko ja, tylko ja go duszę i tylko mnie rozrywa od wewnątrz! To tak cholernie boli! Jestem tak nieszczęśliwa! To przytłacza mnie bardziej niż cokolwiek! Niż moja samotność i dziwność! Jeśli ktoś tego nie przeżył - nie zrozumie! Nie dziwię się młodym ludziom, którzy zabierają sobie życie przez brak zrozumienia wśród własnych rodziców! Bo nie ma nic gorszego od niezrozumienia ze strony rodziców! Dlaczego więc, Boże? No dlaczego!?
Marzę o tym żeby zniknąć. Wyobrażałam sobie jak wyjeżdżam do Anglii, znajduję pracę, usamodzielniam się. Nikt nie wie gdzie mieszkam, nikt nie zna mojego numeru telefonu, nikt nie wie czym się zajmuję, kim jestem, co robię i jaka teraz jestem. Zupełnie nic! Zrywam kontakt z każdym, z kim kiedykolwiek miałam do czynienia! Dla pewności, że rodzice mnie nie znajdą. Dla pewności, że tajemnica pozostanie tajemnicą. Na zawsze. I tylko ja ją znam. A potem nareszcie jestem kimś. I zmieniam imię, zmieniam nazwisko, kolor włosów, styl i zatajam całą przeszłość! Aby zobaczyli, a nie poznali. Żebym nie musiała dalej i dalej odkrywać ich obojętności na moje marzenia i niewiedzy o mnie. Abym nie przypominała sobie o niej za każdym razem kiedy patrzę na nich. Ale przecież nie mam odwagi. Nigdy nie miałam, by postawić tak wielki i znaczący krok.
Tak bardzo pragnę zniknąć! By nie dusić więcej w sobie tych uczuć i żalu. I nie musieć go ukrywać. Bo nie mogę im powiedzieć. Oni są tacy nieświadomi...przecież nie mogłabym im tego zrobić. To by ich zdołowało. Obudziło w nich takie wyrzuty sumienia...tak myślę. Teraz i tak już za późno. Już nic nie zmienią, nic nie da się naprawić, nic nie da się zrobić. Jestem wrakiem. Na zawsze będę nikim. Zmarnowane talenty, przegapione szanse, zrujnowane marzenia. To już za mną, to już przeszłość. Teraz muszę zostać nikim.
A jednak nie przestaję wierzyć w cuda. Postaram się nareszcie sama, SAMA(!) doświadczyć namiastki tych dawnych pragnień. Skosztować chociażby najdrobniejszego fragmentu i próbować. Próbować i próbować. I zawdzięczać - czegokolwiek doświadczę - tylko samej sobie! Upadać i podnosić się. I znów upadać. Cierpieć i znosić i cierpieć cały czas!
Aż przyjdzie czas, w którym nastąpi prawdziwy cud, kiedy Bóg mi podaruje to, o co proszę całe życie, kiedy osiągnę sukces...albo, w którym zginę!
Boże! Bądź przy mnie zawsze! Bez Ciebie nie byłoby mnie! Jesteś wszystkim.
PS. Jeszcze nigdy nie poruszyłam tematu tak intymnego dla mnie, tak ważnego i zarazem tak bolesnego. To temat, który wzmaga we mnie niechęć do życia... Coś czego nie mogę przeboleć. Czego nie potrafię opisać, bo nie ma takich słów.
Zrobić to, czy nie zrobić...Zacząć drugie życie, czy patrzeć...Jak sobie poradzić? Jeśli się tak nie da!?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz