Kryzys zażegnany. Ha! Znowu! Nieustannie walczę ze sobą. Wariactwo i szaleństwo przeplatają się może nie ze szczęściem - ale z najzwyklejszą moją obojętnością. Moje wnętrze jest potargane, zmienia się jak nieobliczalna natura. Nie nadążam za sobą. Może to kolejny powód dlaczego nikt mnie nie zna. Sama siebie nie rozumiem i biegnę, biegnę, biegnę. Gonię za sobą jak za szczęściem. Dlatego go nie mam.
Być może to kwestia hormonów. Mam za mało czegoś tam i to dlatego stałam się tak depresyjna, chociaż nigdy wcześniej bym się o to nie podejrzewała. To nie jest jeszcze pewne, ale mam zamiar sprawdzić swoje podejrzenia. Oczywiście depresyjność to jeden z wielu niepokojących dolegliwości. Podjęłam decyzję natychmiastowo, dlatego że panicznie boję się pobierania krwi. Czas w końcu to zrobić. Aj.
Nigdy się nie zmienię. Przestałam w to wierzyć. Na zawsze zamknięta, uśpiona, samotna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz