New Year's Eve...tak to jest? Chyba tak. Znienawidzony przeze mnie dzień już dawno temu. Jak to wszystko się szybko zmienia. Jako dziecko uwielbiasz ten dzień. A tu nagle...grom, błyskawica, grzmot! Nienawidzę! I sama nie wiem czemu.
W ten dzień czuję się taka odcięta od świata, tak totalnie ograniczona! Co za męczące, paskudne uczucie! Jest to święto całego Świata! Chciałabym być teraz z ludźmi z całej Ziemi, w jednym miejscu! Ale to jest nieosiągalne, nieprawdopodobne, niemożliwe. Czuję taką pustkę!
Bardziej niż zwykle dostrzegam moją samotność. I wyobrażam sobie ludzi bawiących się gdzieś w Nowym Jorku - w gronie przyjaciół i bliskich. Z szampanem, szczerym śmiechem i taką zażyłością z tymi ludźmi, o jakiej można marzyć - wśród najprawdziwszej, najsilniejszej przyjaźni! Zazdroszczę im i gratuluję jednocześnie. Tak powinno być. To najpiękniejsze, co może być!
Nie potrafię się cieszyć. To nawet nie to! Nie potrafię pozostać choćby o b o j ę t n a na to święto wśród mojej samotności - bo cieszyć się nie mam z czego, ale przecież nie powinnam też się smucić! To święto stworzone żeby się bawić! Coś jest nie tak. Chyba nie pomyślano o osobach takich jak ja - samotnikach, których ten dzień dobija.
Już nawet chciałam zostać w domu kompletnie(!) sama. Bez jedzenia, szampana, sztucznych ogni. Siedzieć, wyłączyć światła, może pozostawić jakąś drobną lampkę. Wyłączyć telewizor, usiąść przed oknem i patrzeć w ciemność i pustkę. Lecz pewnie wzmogłoby to moje cierpienie. Chociaż coś ciągnęło mnie do tego. Napisał do mnie kuzyn, abym przyjechała. Nie mogłam odmówić, bo w takiej sytuacji (kiedy nasi rodzicie wyjeżdżali na zabawę) przyjeżdżałam do nich. Będziemy siedzieć w czwórkę, oglądać telewizję. A ja zamiast jawnie, będę cierpieć wewnątrz...
EDIT:
I po Sylwestrze. Nie cierpię tego uczucia. Po wszystkim jest jeszcze gorzej. Jednak nie oglądaliśmy telewizji. Rozmawialiśmy za to z obcokrajowcami przez Skype. Nie było nudno. Wyrwałyśmy się jeszcze z kuzynką do miasta na powitanie 2013 roku. Przybyłyśmy chyba za dwadzieścia 12.00. Zostałyśmy do 1.00. W naszym szarym małym mieście było...badziewnie. Nie spodziewałam się niczego lepszego i jeszcze raz zamarzyłam o NY.
Na Skype ktoś spytał się kuzynce: Do you have a boyfriend? Odpowiedź brzmiała No. Padło stwierdzenie: So you have no sex tonight. Tak, cała prawda. Każdy tej nocy uprawia seks! To takie oczywiste! I przeszła mi po głowie okropna myśl, że gdzieś w Nowym Jorku moi ulubieni gitarzyści, perkusiści czy wokaliści, których kocham...za parę godzin (powiedzmy to wprost) będą uprawiać seks. Ah losie! No chyba, że prędzej się upiją, ale zawsze mogą to zrobić przed godziną 12.00. A ja ich tak kocham! Haha o losie! Marzę o ich życiu!
Jeszcze jakieś refleksje? Chyba nie. Żadnych bezsensownych postanowień, ani życzeń, które się nie spełniają. Nie chcę być tu. Chcę dobrej muzyki, tłumu ludzi i...wspaniałej przyjaźni.
Życzę sobie i wam jedynie tego, byście wszyscy byli szczęśliwi, ludzie!
EDIT:
I po Sylwestrze. Nie cierpię tego uczucia. Po wszystkim jest jeszcze gorzej. Jednak nie oglądaliśmy telewizji. Rozmawialiśmy za to z obcokrajowcami przez Skype. Nie było nudno. Wyrwałyśmy się jeszcze z kuzynką do miasta na powitanie 2013 roku. Przybyłyśmy chyba za dwadzieścia 12.00. Zostałyśmy do 1.00. W naszym szarym małym mieście było...badziewnie. Nie spodziewałam się niczego lepszego i jeszcze raz zamarzyłam o NY.
Na Skype ktoś spytał się kuzynce: Do you have a boyfriend? Odpowiedź brzmiała No. Padło stwierdzenie: So you have no sex tonight. Tak, cała prawda. Każdy tej nocy uprawia seks! To takie oczywiste! I przeszła mi po głowie okropna myśl, że gdzieś w Nowym Jorku moi ulubieni gitarzyści, perkusiści czy wokaliści, których kocham...za parę godzin (powiedzmy to wprost) będą uprawiać seks. Ah losie! No chyba, że prędzej się upiją, ale zawsze mogą to zrobić przed godziną 12.00. A ja ich tak kocham! Haha o losie! Marzę o ich życiu!
Jeszcze jakieś refleksje? Chyba nie. Żadnych bezsensownych postanowień, ani życzeń, które się nie spełniają. Nie chcę być tu. Chcę dobrej muzyki, tłumu ludzi i...wspaniałej przyjaźni.
Życzę sobie i wam jedynie tego, byście wszyscy byli szczęśliwi, ludzie!
Hej, ostatnio weszłam na swojego starego bloga(lemon-lips) i zauważyłam ,że onet wszystko beznadziejnie zmienił, na razie nie mam bloga. Nie wiem czy chce go prowadzić, bo ciągłe narzekanie i żalenie się w internecie jako pseudo anonimowa osoba nie jest szczytem moich marzeń. Zazdroszczę Ci,że ty potrafisz prowadzić swojego bloga tak długo i pisać 'o czymś' :)
OdpowiedzUsuńSylwester, w tym roku spędziłam najlepszego sylwestra w życiu, tak mi się wydawało wczoraj. Dzisiaj już wiem,że to nie było to. Ludzie z którymi go spędziłam tak naprawdę nie są mi bliscy, spotykamy się czasem,ale to nie to. Nieważne, nie chcę Cię jeszcze martwić swoimi problemami, życzę Ci powodzenia w Nowym Roku i mam nadzieję,że twój blog stanie się sławny!
pozdrawiam,
jeśli coś to mój mail: hortensja@spoko.pl
/lemon-lips